Blisko mojego domu jest staw. Staw jest sukcesywnie zarybiany po to, żeby amatorzy połowów mogli oddawać się swojej pasji. Wszak – gdzie wędkarze, tam i ryby być powinny.
Pewnego pięknego, słonecznego dnia, przechodziłam obok i zauważyłam mnóstwo ryb w stawie; różnokolorowych, mniejszych i większych. Prawdopodobnie, na wskutek upału i mniejszej ilości tlenu w wodzie, wszystkie utrzymywały się blisko lustra wody. Dookoła stawu siedzieli wędkarze i co rusz – wyciągali wędkami ryby, a następnie wrzucali je do swoich wiaderek.
Zauważyłam, że wędkarze specjalnie się nie trudzili i nie spędzali długich godzin w oczekiwaniu, aż coś się złapie. Mało tego – sami wybierali, którą rybę potraktują jako trofeum i wrzuca do wiaderka, a którą wyrzucą z powrotem do stawu. Wędkarze zadowalali się tylko największymi okazami.
Okaz, żeby był zauważony;
- musiał być duży
- musiał być widoczny
- musiał się szczególnie wyróżniać.
Gdyby ryby rywalizowały o to, która pierwsza trafi do wędkarskiego wiaderka, musiałyby spełniać powyższe warunki.
W stawie było ciasno. Brakowało w nim tlenu. Nie było warunków do swobodnego pływania.

Ryby znacznie lepiej czułyby się, gdyby było ich mniej, a woda byłaby dotleniona. Wówczas warunki sprzyjałyby ich rozwojowi, a wędkarze nie byliby tak wybredni i cieszyliby się z każdego złowionego okazu.
Czy nie o to chodzi w biznesie?
